Wizyta w Ministerstwie Magii.
Na Ziemi panował mróz. Płatki śniegu wirowały w powietrzu, co utrudniało lot. Sillien po chwili była cała mokra i oblepiona drobnym puchem. Biały kolor całkowicie opanował świat natury.
-Jaką masz sprawę do załatwienia?- spytał Lucyfer. Archanioł zmrużyła oczy i wytężyła wzrok, aby go zobaczyć. Ujrzała jego czarne długie włosy i zarys twarzy.
-Muszę polecieć do mojej mamy się o coś spytać- odpowiedziała. Lord uśmiechnął się, choć ona tego nie mogła zobaczyć.
-Polecimy tam w pierwszej kolejności. Potem polecimy do Ministerstwa- zarządził. Wszyscy się z nim zgodzili.
Wkrótce wylądowali przed domem Anne. Ruda kobieta wyszła z domu i przywitała się z córką. Po chwili zwróciła uwagę na pozostałych. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przed jej domem stał sam Szatan. Jak zwykle bardzo pociągający. Ruda ukłoniła się. Lucyfer również lekko pochylił głowę.
-Dostałaś mój list?- spytała Sillien. Jej matka wciąż pod wrażeniem gości, jacy do niej przylecieli, jakby nieobecna skinęła głową.
-Wejdźcie- zaprosiła. Wszyscy przyjęli jej zaproszenie i po chwili stali już w ciepłym przedpokoju. Lucyfer zrzucił ze swych ramion zaległy śnieg.
-I zastanowiłaś się nad tym?
-Tak, oczywiście. Myślałam nad tym długo. I w końcu postanowiłam, że z chęcią może na razie u mnie mieszkać- po tej informacji Archanioł rzuciła się matce na szyję i z radością wyszeptała „dziękuję”.
-Lordzie, nie rozumiem czemu zleciałeś na ziemię. Chyba nie dlatego, żeby przyprowadzić do mnie Sillien.- Anne uśmiechnęła się.
-Oczywiście, że nie, droga Anne. Pamiętasz Argiona?- Sillien obserwowała całą tą sytuację ze zdziwieniem. I skąd matka miałaby znać generała Armii Lordowskiej?
-Tak, oczywiście. Czy cos się stało?
-Argiona porwali czarodzieje- wyjaśnił. Ruda pobladła. Widząc, że córka chce zadać pytanie odparła
-Później wyjaśnię. Lećcie do Ministerstwa. A jeśli tam wam nie pomogą, to… -przerwała i westchnęła cicho- …to zawsze możecie na mnie liczyć. Mogę się ewentualnie popytać lub…- uśmiechnęła się do Lucyfera blado. Ten odwzajemnił jej uśmiechem.
I Diabły wraz z Archaniołem znowu wyruszyli w drogę.
Nie chcąc robić zamieszania wśród mugoli, zatrzymali się w jakimś małym lasku i schowali skrzydła. Jeden z diabłów podszedł do Sillien i chwycił ją za podbródek. Wysyczał coś w nieznanym jej języku. Po chwili usłyszał dźwięk wyciągniętego miecza, zaraz potem poczuł na swej szyi zimny dotyk stali.
-Nawet nie próbuj-po tych słowach diabeł odsunął się. Sillien wciąż stała jak sopel lodu.
-Spokojnie - powiedział. Archanioł i tak nie czuła się bezpieczna. Podczas drogi do ministerstwa trzymała się blisko Lucyfera. Jemu to nie przeszkadzało. Za to przeszkadzali mu ludzie. Wiele osób dziwnie patrzało się na nich. Dzieci śmiały się z nienormalnie wyglądających strojów. Jedna kiedy Lord kierował nań swój wzrok, od razu milknęły, a niektóre zaczęły płakać.
Po drodze minęli kościół. Sillien uśmiechnęła się szczerze, widząc ludzi zbierających się wokół świątyni. Lucyfer wykrzywił usta z niesmakiem. A kiedy minęli księdza, zaśmiał się szatańsko, tak, że biedny kapłan skulił się i ze strachem patrzał na potężną sylwetkę tego „człowieka”.
Wkrótce dotarli do celu swojej wyprawy. Sillien wprowadziła ich głównym wejściem i skierowała się prosto do sekretarki Ministra Magii.
-Czy Minister Magii znalazłby dla nas czas? Mamy ważną sprawę do omówienia- wyjaśniła kulturalnie Opiekunka Wiatru. Młoda czarownica, nawet nie popatrzała kto się do niej zwraca. Nie przestając czegoś żuć odparła
-Nie- w tym momencie Lucyfer wpadł w niemałą złość. Z irytacją oparł się o jej biurko i spojrzał na nią. Ta podniosła niewinnie wzrok.
-Czy my wyglądamy na osoby, które się ignoruje? Twoje zachowanie jest najlepszym przykładem tego, dlaczego nie lubię czarodziei. Są aroganccy i wyobrażają sobie, że są najpotężniejsi na świecie. Teraz proszę podnieść swoje szanowne siedzenie i spytać się ministra czy nas przyjmie. – kiedy skończył wypowiedź, oddalił się trochę od jej biurka i podniósł brew. Nie musiał długo czekać. Czarownica momentalnie podniosła się z miejsca i pospiesznym krokiem poszła do jego gabinetu. Po chwili wróciła.
-Trwa zebranie. Proszę poczekać godzinę-po tych słowach skinęła lekko i usiadła. Lucyfer prychnął i skierował się w stronę gabinetu. Przed drzwiami zatrzymał się, odwrócił się na pięcie i skierował palcem w stronę sekretarki. Po paru sekundach w ustach czarownicy guma zmieniła się w gorącą, parzącą kulę. Zaczęła się krztusić po czym wypluła ją. Diabły zachichotały, Sillien zamurowało, a Lucyfer tego nie skomentował. Po chwili popchnął drzwi, które otwarły się szybko. Przy długim, brązowym stole siedział minister i jeszcze kilku czarodziejów. Lord powolnym krokiem wszedł do środka.
-Witam panowie. Nie chciałem przeszkadzać, ale czas nagli.- powiedziawszy to usiadł na wygodnym krześle przy biurku ministra.
-Proszę stąd wyjść!- powiedział podniesionym głosem minister Korneliusz Knot. Lucyfer w momencie stracił „lepszy humor”. Oprał ręce na blacie i gniewnie zmierzył wzrokiem wszystkich czarodziejów będących w pomieszczeniu. Sillien stała między dwoma Diabłami. Wkrótce stwierdziła, że znajduje się zbyt blisko Anke. Odsunęła się automatycznie.
-Zaginął mój generał. Pewnie go kojarzysz- zaczął Lucyfer. Knot przerwał mu szybko.
-My nie mamy z tym nic wspólnego. Co mnie to z resztą obchodzi?? Nie moja wina, że nie potrafisz upilnować własnego generała- Pan Piekła westchnął głośno i podniósł się z krzesła.
-W tym problem, że porwali go czarodzieje. Tak powiedział jeden z moich ludzi. A wierzę jemu bardziej niż wam. A więc, gdzie jest mój generał. Odpowiedź szybko, bo jeszcze się nie zdenerwowałem- oznajmił najspokojniej jak się tylko da. Sillien wyczuwała tą niebezpieczną atmosferę w powietrzu. A może po prostu był to zapach Diabłów?
-Nie znam miejsca pobytu tego całego generała. I, ty przeklęty diable, odczep się ode mnie!- Minister stracił panowanie nad sobą. Ostatnie zdanie wręcz wysyczał, podchodząc bliżej Lorda. Kiedy napotkał ten przenikliwy wzrok Lucyfera od razu pożałował tego co powiedział.
Pan Piekła zaśmiał się cicho, a jego śmiech przemknął po całym pomieszczeniu niczym ogromny podmuch wiatru.
-Doprawdy, doprawdy. Zabawne. W innej sytuacji zmiażdżyłbym cię, pochował nisko do ziemi i przyciągnałbym twoją duszę do mojej odchłani. Ale nie… nie teraz. I tak się jeszcze spotkamy. A raczej ja i twoja dusza- stwierdził ponuro i skierował się do drzwi. Sillien podeszła bliżej Lucyfera. Nie wiedziała, czy postapiła tak dlatego, że bała się Anke. Ale to było całkiem możliwe.
-Czy zaplanował to Knot?- spytała. Lucyfer nie myślał długo nad odpowiedzią. Nie patrząc na dziewczynę odparł
-Nie, to nie on. Zauważyłem to od samego początku. Ale skoro już im przerwałem w tych obratach to wprost nie wypadało go nie przestraszyć- odparł. Sillien zrozumiała. Taki był już ten jego szatański humor.
-A cóż to za odchłań?- zapytała znów. Lordowi to nie przeszkadzało. Archanioł Wiatru była ciekawska, a on lubił tę cechę. W końcu „ciekawość to pierwszy stopień do Piekła”. Kroczyli tak przez całe ministerstwo. Kiedy wyszli, skierowali się znów do tego małego lasku.
-Odchłań, droga Sillien, to miejsce dla dusz. Po śmierci, jeśli dusza nie zasługuje na to niby Anielskie Niebo to wtrącana jest do Piekła. Jak zauważyłaś, dusze nie błąkają się po mojej ziemi. Są więc wtrącane do odchłani- odpowiedział. Sillien zamyśliła się.
Dziwne, bardzo dziwne.
-A gdzie jest ta odchłań?- znów zadała pytanie. Drugi Diabeł zaśmiał się kpiąco. Lucyfer zmierzył go jedynie swoim ostrym wzrokiem. Jego podwładny skulił się i wyszeptał coś w stylu „przepraszam”.
-Wewnątrz Piekła. Jednak nie możesz jej zobaczyć. Bo tylko człowiek ze zranioną duszą, albo tak przeżarty przez zło może tą odchłań zobaczyć
-A ty ją widziałeś?- spytała prawie błyskawnicznie. Nawet Anke spojrzał na Lucyfera z ciekawością. Nigdy nikt nie zadał mu takiego pytania. Pan Piekła przymknął lekko oczy.
-Tak- szepnął prawie bezgłośnie. Archanioł nie miała już ochoty zadawać żadnych pytań. I tak wyciągnęła z niego dużo. Zerknęła powoli na niego. Szedł, wyprostowany, z poważną miną. Nawet nie mogła sobie wyobrazić bólu, jaki on nosił w swoim sercu. Poruszenie tematu o odchłani, zmusiła go do zastanowienia się nad faktem: Widział ją z powodu duszy czy zła. Wkrótce zrozumiał, że z obu. Bóg nie mógł go bardziej zranić. Później w jego wnętrzu zamieszkało na zawszę zło. A jego serce zamarzło.
Czasem odczuwał, jakby jego serce było tak oblepione lodem, że stawało się dla niego za ciężkie.
Kiedy doszli na polanę, ujawnili skrzydła i unieśli się wysoko w niebo. Śnieżyca nie ułatwiała im lotu. Archanioł z ledwością łapała powietrze.
Nagle, znikąd pojawił się błysk, zrobiło się zamieszanie, które szybko ucichło. Lucyfer zatrzymał się. Wyraźnie kogoś mu brakowało. Wdział duże czarne skrzydła Anke i umięśnioną sylwetkę drugiego Diabła.
A więc….
sillien 18/01/2009 09:52:02 [
Powrót]
Komentuj
Kto podprowadził Sillien?!
Siostra 1/02/2009 12:36:00
| brak www IP: 83.22.25.81
Jestem fanką młodych talentów :)
Opowiadanie oryginalne, inne, niż te, co czytałam :) Połączyłaś świetnie mitologię (lucyferka) z imionami ze wchodu i w ogóle :P
Czytałam z zapartym tchem!
Po prostu C'est genial!
Ps. co masz do czarodziei? czemu oni porwali biednego generała?
Ps2. Też piszę opowiadanko, o pół czarownicy, pół czarodziejce :)
http://smoczy-ogien.blog4u.pl
Ps3. Chcesz, by Bóg potwierdził w Perłowych Wrotach, że jest kobietą o.O? dziwne ...
Pozdrawiam i dodaję do ulubionych :)
Muziasta 30/01/2009 22:50:39
| brak www IP: 85.193.229.123
zapraszam na bloga z dodatkami, przyjmuje zamówienia :)
wpadnij
fashion-lays 30/01/2009 12:09:21
|
http://fashion-lays.blog4u.pl IP: zalogowany